2 grudnia 2020

Zieleń i czerń na katafalku

O przewodniku Czarna pamięć – górnicze miejsca pamięci

Książka, będąca pozornie rozbudowanym spisem tablic, nagrobków i rzeźb, jest też gorzką podróżą przez historię ciemnej strony górnictwa – historii śmiertelnych wypadków, zawałów, wybuchów i pożarów. Rzeczowy wstęp przewodnika nie przygotowuje na głębię niepokojących doznań, w które wciągają czytelnika opisy towarzyszące niektórym obiektom.

Po przeczytaniu książki zieleń, będąca obok oczywistej czerni barwą górnictwa, prócz skojarzeń z łąkami i lasami (wskazywanymi w definicjach górniczych barw), nasuwa skojarzenia także z laurem i świerkiem, które zdobiły czarne kiry katafalków, podczas zbiorowych górniczych pogrzebów z początku XX wieku. Przewodnik jest pełen sugestywnych relacji i opisów, bowiem prócz do samych miejsc upamiętnienia, autorom udało się również dotrzeć do źródeł z epoki: raportów, relacji świadków, artykułów prasowych. Lektura archiwaliów nie była łatwa – to często sugestywne artykuły, pełne realistycznych, brutalnych opisów i zdjęć oraz emocjonalne i barwnie opisane ceremonie pogrzebowe.

W ilu górniczych rodzinach wszyscy ich członkowie dożyli emerytur? Ilu górników do dziś zjeżdża pod ziemię z realną świadomością (wynikłą z doświadczenia utraty bliższych lub dalszych krewnych i znajomych), że mogą nie wyjechać na powierzchnię? Jednym z klasycznych życzeń dla górnika jest: „tylu wyjazdów, ilu zjazdów”. Ile młodych żon – w dobie telefonii komórkowej – nie usiedzi spokojnie w domu, dopóki nie otrzyma od męża sms-a, że właśnie wyjechał na powierzchnię?

Zderzam tę świadomość z Barbórką – świętem górników, które każdy rodzic może kojarzyć z konstruowaniem górniczego kepi z tektury, oraz wizytą górnika, opowiadającego o trudnej pracy w kopalni. O typowej barbórkowej wizycie powiada nauczycielka z Rudy Śląskiej:

„Zazwyczaj górnicy przychodzą do dzieci w galowych strojach, czasem się zdarza, że przynoszą też strój roboczy, aby pokazać dzieciom w jakim pracują i co muszą ze sobą mieć pod ziemią: lampę, maskę do oddychania, apteczkę, torbę z narzędziami. Górnicy słuchają akademii, a potem krótko opowiadają o pracy pod ziemią i tylko wspominają, że praca jest niebezpieczna. Szczegółów nie mówią, bo dzieci też nie pytają. Bardziej są zainteresowane, żeby móc dotknąć pióropusza na czako […]. Jeśli jest okazja to mówią bardzo ogólnikowo: jak jest pod ziemią, jak się tam dostają, czyli opowiadają o tzw. szoli (winda), że muszą poruszać się wąskimi korytarzami, czasem idą do miejsca pracy wiele kilometrów itp. Takie rozmowy trwają zazwyczaj kilka minut.”

Jakie obrazy górnik w przedszkolu skrywa „z tyłu głowy”? Jakie emocje schował głęboko, by móc opowiadać o swojej pracy ciepło i ciekawie?

Klatki z kanarkami, lampki Pielera, aparaty ucieczkowe – każdy z licznych wynalazków, które powstawały dla zwiększenia bezpieczeństwa i szans na przeżycie kolejnych pokoleń górników, były poprzedzone wypadkami, które kazały poszukiwać nowych i lepszych rozwiązań. Jednocześnie niestety wciąż trafiamy na raporty o uszkodzonych i niesprawnych urządzeniach czy ignorowaniu wskaźników…

W przewodniku znajdziemy zarówno fotografie ekspresyjnych monumentów na miejskich skwerach, jak i samotne drewniane krzyże w polu czy w zaroślach – czasem jedynie opatrzone datą, do której – jeszcze – ludzka pamięć potrafi dopowiedzieć historię. Ale i to za chwilę zniknie. Ta książka może być jedyną okazją, żeby opowiedzieć o wydarzeniach i ludziach, których często niemiecko brzmiące imiona historia już wymazała z tablic pamiątkowych, a nawet nagrobnych – opowiada współautorka Aleksandra Goniewicz.

Książka daje możliwość przetarcia na nowo szlaków do miejsc upamiętnień, które odchodzą w zapomnienie, także w naszych głowach. Jeśli mało mamy wspólnego z górnictwem, tym bardziej warto po tę lekturę sięgnąć.

Małgorzata Pietrzak